O cejlońskiej herbacie

Nie sposób odwiedzić i Sri Lanki i nie wypić tamtejszej herbaty. Wyspa od wielu lat słynie z produkcji jednej z najlepszych herbat na świecie. Do dziś jest produkowana metodą ortodoksyjną, czyli zbierana i produkowana ręcznie, co stanowi niezwykłą rzadkość.  Zachwyca swoją zielonością, zapachem oraz aromatem. Istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że herbata Lipton lub Dilmah, którą właśnie pijesz urosła właśnie na Sri Lance. Czy to nie fascynujące?

Garść prehistorii
Wydawać by się mogło, że herbata na Sri Lance jest uprawiana od wieków. Nic bardziej mylnego. Tak naprawdę na wyspę przywieźli ją kolonizatorzy dopiero w XIX wieku.  Wcześniej Sri Lanka słynęła przede wszystkim z produkcji kawy. Jednak  szybko rozprzestrzeniająca się choroba zniszczyła jej plantacje. Brytyjczycy nie próżnowali zbyt długo i sprowadzili na Sri Lankę pierwsze herbaciane drzewka. Sprzyjający górzysty teren oraz doskonała wilgotność zrobiły swoje. Herbata przyjęła się wprost doskonale i z czasem stała się jednym z czołowych produktów eksportowych Sri Lanki. Możecie się o tym przekonać na własne oczy, nawet nie wychodząc z domu. Weźcie do ręki opakowanie swojej ulubionej herbaty i sprawdźcie, gdzie została wyprodukowana. Mogę się założyć, że na 90% listki Waszej herbaty wyrosły na lankijskiej ziemi. Na Sri Lance swoją herbatę produkuję takie firmy jak Lipton czy Dilmah.

Dokąd po herbatę?
Zielone herbaciane plantacje rozciągają się przede wszystkim w centralnej Sri Lance, w regionach Kandy, Nuwara Eliya, Uva oraz Uda Pussellawa. Możemy się tu zatrzymać w wielu miejscach, między innymi w Nuwara Eliya, Ella, Happutale, Badulla, Bandarawela. Decydujemy się na Nuwara Eliya*. W Kandy** wsiadamy do pociągu*** i ruszam w kierunku Nanu Oya. Nie sposób nie zauważyć, że znaleźliśmy się w królestwie herbaty. Przyklejam nos do szyby**** i nie mogę się nadziwić panującą dookoła mnie zielonością. To ciągnące się kilometrami wzgórza i pagórki pokryte zielonymi do granic możliwości herbacianymi krzakami. Pierwsze skojarzenia jakie się pojawiają to balijskie pola ryżowe. Stopień zieloności porównywalny, a widok równie niesamowity. Co więcej, całą tą urokliwą zieloność przeplatają wypływające nie wiadomo skąd wodospady*****. Czy jest to piękny widok? Zdecydowanie. Czy warto go zobaczyć? Bez dwóch zdań.  Czy pojechałabym raz jeszcze? Oczywiście!

Jestem herbacianym ignorantem
Zawsze lubiłam herbatę. Jednak dopiero wizyta na Sri Lance uświadomiła mi, że jestem herbacianym ignorantem. Nie miałam pojęcia ani o sposobie jej hodowli, zbioru, produkcji. Ba, nawet nie wiedziałam, że czarna herbata ma swoje typy i odmiany, zależne od rodzaju liści, z których jest wytwarzana. Sposób powstawania herbaty zielonej również stanowił czarną magię.

Z krzaka do kubka
Mogłoby się wydawać, że w zbiorze herbaty nie ma nic nadzwyczajnego. Nic bardzie mylnego. Coraz rzadziej na świecie herbatę zbiera się ręcznie. A tylko taki sposób zbioru daje gwarancję uzyskania herbaty najwyższej jakości. Wysoka jakość zbioru oznacza lepszy oraz głębszy smak. Tak twierdzą herbaciani kiperzy. Kobiety zajmujące się zbieraniem herbaty zrywają tylko pączek i tylko dwa listki, rosnące na samym czubku herbacianego drzewka. Robią to oburącz, a zebrane listki wrzucają do kosza, który ciągle noszą na swoich plecach. Z tego w przyszłości powstanie herbata, którą zaparzymy w naszych domach. Prócz tego w kobiece ręce trafia również banji, czyli pęczek, który już bardziej się nie rozwinie, a jego pozostanie na drzewku może źle wpłynąć na wzrost drzewka.

Być jak książę Karol
W regionie znajduje się wiele herbacianych manufaktur, a do najbardziej znanych nalezą Lipton’s Seat i Macwood, ale bez problemu znajdziecie też innych mniej znanych producentów – Mlesny, Meh, Akbar i wielu wielu innych. W większości podczas odwiedzin w manufakturze możemy wziąć udział w wycieczce po fabryce, dowiedzieć się o sposobach produkcji herbaty i wziąć udział w jej testowaniu. Po wielu dyskusjach, przeczytanych relacjach, opiniach i rozmowach z lokalsami, tak naprawdę nadal nie wiedzieliśmy dokąd chcemy skierować nasze kroki. W ostatniej chwili decydujemy się na wizytę w Mackwoods Labookellie******, a nakłonił nas do tego…książkę Karol, który w 2013 roku wstąpił do niej na małą filiżankę lankijskiej herbaty i dał się obfotografować przez wszystkie gazety plotkarskie świata.

Madame, a może herbatę?
W Mackwoods Labookellie przy samym wejściu wita nas przesympatyczny Lankijczyk, proponuje krótką wycieczkę po fabryce oraz filiżankę świeżo parzonej herbaty. Musimy chwilę poczekać na anglojęzycznego przewodnika, więc siadamy na świeżym powietrzu i raczymy się filiżanką herbaty oraz czekoladowym ciastem. W międzyczasie podziwiamy niekończące się połacie herbacianej zieloności oraz…Chińczyków robiących zdjęcia ślubne 🙂 Przed zwiedzaniem fabryki udajemy się jeszcze na długi spacer po plantacji herbaty. Ta zieleń dosłownie hipnotyzuje.

Jak z  zielonego drzewa może powstać czarna herbata?
Wizyta w fabryce wyprowadza mnie z herbacianej niewiedzy. Staję się herbacianym erudytą. Herbata czerwona, czarna, biała i zielona pochodzą z tego samego drzewka. Niezłe, co nie? Różni je sposób produkcji. Sri Lanka słynie przede wszystkim z produkcji herbaty cejlońskiej, czyli czarnej w pełni sfermentowanej. Zielone listki poddawane są 4 procesom: więdnięcia, skracania, fermentacji (tak, tak) oraz suszenia. Po wysuszeniu herbatę sortuje się, a następnie dzieli na kategorie, zgodnie z wielkością i jakością wysuszonych listków: herbata o całych liściach (whole leaf), produkowana z liści łamanych (broken), bardzo rozdrobnionych (fannings) oraz herbaciny pył (dust), czyli nic innego jak wszystkie „resztki” pozostające z produkcji herbaty. To one lądują w herbacie ekspresowej w torebkach. Każda z powyższych dzieli się na podkategorie, których jest praktycznie nieskończona ilość. Wszystkie produkowane w danej manufakturze możecie poznać i posmakować podczas wizyty w herbacianej manufakturze.

Herbata zielona-ziołowa
Herbata zielona rośnie przede wszystkim w Idalgashinna (dystrykt Badulla, prowincja Uva). Jest suszona od razu po zbiorach i nie podlega procesowi fermentacji jak herbata czarna. Biała natomiast powstaje z nierozwiniętych pączków, które zawierają znikomą ilość chlorofilu. Po zebraniu więdną, a następnie są suszone. To najdroższy rodzaj herbaty. Co ciekawe, Lankijczycy zarówno białą, jak i zieloną herbatę określają mianem „ziołowej”. Też się zdziwiłam 🙂

Teoria w praktyce
*Pociąg z Kandy do Nuwara Eliya dojeżdża do miejscowości Nanu Oya, nie Nuwara Eliya. Aby dostać się do Nuwara Eliya należy dojechać pociągiem do Nanu Oya, a tam wsiąść do autobusu, tuk-tuka lub taksówki. Polecam opcję autobusową. Tania, szybka, wygodna i lokalna. Autobusu wcale nie trzeba długo szukać, wystarczy wyjść z dworca kolejowego i kierować się za tłumem. Po przejściu kilkunastu metrów zobaczycie autobus. Na pewno jedzie do Nuwara Eliya. Większość osób, które wysiadły z pociągu będą jechały właśnie w tym kierunku.

**Jeśli Kandy jest tylko Waszym punktem przesiadkowym (albo nie zdążycie na wcześniejszy pociąg) i będziecie musieli czekać kilka godzin na pociąg, warto wybrać się na krótką wycieczkę po Kandy. Bagaże możecie zostawić na dworcu w przechowalni bagażu (po wejściu na dworzec po prawej stronie, w miejscu, gdzie sortowane, rozwożone i nadawane są paczki). W centrum miasta (niedaleko od dworca) znajdziecie całkiem niezłą knajpkę z lokalnym jedzeniem.

***Nie kupujcie biletów na pierwszą klasę. Serio nie warto. My kupiliśmy bilet na drugą klasę, po czym okazało się, że trzecia wygląda trzy razy lepiej (standard mniej więcej polskiego PKP, ale nie pendolino) i jest w niej trzy razy mniej osób. Dlaczego? Wszyscy obcokrajowcy (a jest ich zdecydowanie najwięcej na trasie Kandy-Nanu Oya) kupują bilety na pierwszą klasę, a jak te się wyprzedadzą, wykupują drugą. Gdy nadjeżdża pociąg, wszyscy rzucają się na pierwszą i drugą klasę i nawet do głowy im nie przychodzi, że trzecia może wyglądać czasami lepiej niż dwie pierwsze razem wzięte 🙂

****Znajomi wyjeżdżający na Sri Lankę często pytali mnie, po której stronie jest lepszy widok, gdy jedzie się pociągiem z Kandy do Nanu Oya (tak, serio takie pytania padły:). Moja odpowiedź jest następująca: podczas pierwszej połowy drogi lepiej siedzieć po lewej, a podczas drugiej – po prawej stronie.

*****W okolicy Nuwara Eliya znajduje się wiele pięknych wodospadów (Garandi, Ramboda, Ambarakanda, Diyaluma). My wybraliśmy się, aby zobaczyć te malowniczo usytuowane – Devon oraz St. Clair. Jeśli jeździcie z kierowcą albo macie wypożyczony samochód, dotarcie do nich nie stanowi żadnego problemu. Aby jednak nie zobaczyć, można również skorzystać z komunikacji miejskiej. Najlepiej dojechać autobusem z Nuwara Eliya do Talawakelle. I tu mamy dwie opcje. Możemy poprosić kierowcę, żeby „wyrzucił” nas niedaleko jednego z wodospadów albo wysiąść w Talawakelle i tam wsiąść do tuk-tuka, który bez problemu podwiezie nas na 2 miejsca widokowe, skąd można podziwiać wodospady.

******Do fabryki Macwood można się dostać na kilka sposobów. Najwygodniejszy to chyba taksówka, tuk-tuk albo po prostu bus odjeżdżający z dworca w centrum Nuwara Eliya.

Miłego!
I do jutra 🙂

PS Więcej info na temat Sri Lanki znajdziecie we wpisach dotyczącym lankijskiej kuchni, informacji praktycznych albo w przypisach z Cejlonu. Zachęcam również do obejrzenia zdjęć.

Dodaj komentarz